Wakacje.... szkoda że trwają tak krótko, chciałoby się powiedzieć że za krótko. :( Koniarze wakacje najczęściej spędzają w siodle, wiadomo. Jezioro, obóz, własna stajnia, morze, tereny górskie itp... Ja byłam u mojej byłej instruktorki na 3 dni. dzisiaj wróciłam. Instruktorka, a nazwijmy ją K, ma 5 koni. Dużego konia zimnokrwistego, konia po części araba, ogierka szetlanda i klaczke kucyka szetlandzkiego w raz z żrebakiem. <3 Dla mnie to był RAJ! :) Nie dość że konie to jeszcze 10 psów!!! <3 Codziennie jeżdziłyśmy w teren, piękne widoki... Ach... już tęsknie. :( Jechałam na koniu o imieniu Greta. Zakochałam się w niej. Wszyscy mnie straszyli że ona jest ledwo ujeżdżona i NIGDY nie była w terenie. Ma 4 lata. Była przez 2 lata dzikim mustangiem dopóki nie kupiła jej K. :) Byłam pierwszą osobą która jechała na niej w teren i galopowała pod góre. Koń ma taką p**dę w nogach że w galopie myślałam że zaraz pofruniemy ! :D Było cuuudownie... <3 Jechałyśmy oczywiście na 2 konie. ;) Co chwile musiałam robić wolty bo Greta non stop wyprzedzała Hage bo ma bardzo szybki chód. Przy okazji zrobiła porządek w szafie i dała mi kilka końskiech żeczy. A dokładnie: kantar błękitny rozmiar ful, skośnik z futerkiem, 2 białe czapraki, frędzle na pysk przeciw owadom i siatke na oczy która niestety jest za mała. Za to wszystko jej dziękuje i mam nadzieje że to czyta! :) Oczywiście u K nie można się nudzić!! :) Najpierw atak pszczół i ewakuacja koni a potem 3 popsute samochody i spużnienie do lekarza... oj działo się! ;D
I to na.. tyle! :) bye bye!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz